Finlandia
Category: PolszaDate: April 3rd, 2007
To nie będzie wpis o piciu wódki z tzw. wyższej półki. Choć nie wiadomo czy i to, w związku z tym co nastąpiło, się nie wydarzy. Zawitałem mianowicie na północ. Co prawda nie taką gdzie pod budką z piwem można spotkać niedźwiedzia polarnego i dostać od niego po pysku. Prawdę powiedziawszy wcale nie dostrzegam objawów zmiany długości/szerokości? geograficznej. Tak się bowiem szczęśliwie (bo ciepło) i nieszczęśliwie (bo wszystko takie samo) złożyło, że jestem w najbardziej południowej części kraju tak pięknie kojażącego się z alkoholem.
Jak jest? Jest ciepło, bardzo słonecznie i bardzo spokojnie. Z lokalnymi jakoś się nie wchodzi w interakcję. Są i tyle, podobno ciężko ich zapoznać. Erazmusy zaś (bo z takimi tu mi przyszło siedzieć) są jak zwykle. Czyli niby zabawowo ale ja już chyba wyrosłem albo też nigdy do tego rodzaju towarzystwa nie pasowałem. Ale jak się nie ma co się lubi to się… siedzi przed komputerem, ogląda filmy, je, śpi i czasem chodzi na spacery. No dobra, żartuje trochę bo wyjdzie, że popadłem tu w jakiś marazm.
Miasto jest ładne. Myślę, że przydałoby się podeprzeć tu opis paroma zdjęciami, które spróbuję wrzucić do mojej tajnej galerii. Jest parę naprawdę fajnych miejsc. Nie jest niestety tak czysto jak w Danii. Sporo jest też pamiątek po fantastycznej architekturze socjalizmu. W wielu miejscach miasto wygląda moim zdaniem na poziomie przyjemniejszych części centrum Warszawy. Czyli na kolana nie powala. Wręcz nawet jakoś tu tak swojsko przez to.
Drogo tu! Do diabła, ani porządnie zjeść, ani się napić. Siedzieć tu się nie da bez pracy. Może inaczej, ja tu siedzę ale nie wpływa to dobrze na “samopoczucie finansowe”.
Zielono tu! Przy czym mam tu na myśli okolicę w jakiej mieszkam. Bo jak już mówiłem centrum to po prostu duża metropolia. Natomiast przedmieścia są śliczne. Niezwkle urokliwy skalisty teren jakiego nie uświadczy się w Polsce. Do tego niezbyt nachalna zabudowa, trochę zagospodarowanych terenów zielonych. Jest gdzie pobiegać, pojeździć na rowerze. A to wszystko 5 minut na piechotę od domu. W czymś takim niewątpliwie można się zakochać.
No i chodzenie piechotą na wydział. Cóż, mnie to już nie dotyczy i nie będzie ale jak sobie przypomnę te moje 40 minut tramwajem… brrr. Z drugiej strony, nie mają tu parku Matejki. W ogóle nie bardzo tu mają miejsce studenckich schadzek chyba. Taka to głównie chyba fińska mentalność. Co w efekcie sprowadza się do tego samego co zawsze wniosku. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
P.S.
Dzisiaj impreza z okazji wyjazdu Rosjanki imieniem Anna. Może coś więcej z tego wyniknie i jakieś anegdoty się pojawią. Mam bowiem pełną świadomość, że blog mi podupada a wpisy robią się nudne. Nie wiem czy to brak weny czy może ciekawostek do opisywania.
Bądźcie czujni
