Archive for March, 2007

Narcioszki

Category: Polsza
Date: March 6th, 2007

Zaczęło się od propozycji Małeckiej co by na narty jechać. Narty rzecz ekstra i bardzo sezonowa. Nie pojadę teraz to do następnego roku nici. Tymczasem Tomek Krysiak napadł mnie niedługo po tym pomysłem “a może tak narty”. Pogłówkowałem nieco i dostrzegłem, że te dwie propozycje mają ze sobą coś wspólnego. Jeszcze nieco się wysiliłem i wydumałem, że można skorzystać jednocześnie z jednej propozycji i drugiej. Innymi słowy pojechać ze wszystkimi w to samo miejsce.

Pomimo zapału i praktycznie już podjętej decyzji, że jedziemy, o mały włos nie skończyło się na planach. Pogoda i wszelkie jej prognozy nie pozostawiały złudzeń - sezon narciarski praktycznie się skończył. Musieliśmy w końcu podjąć męską decyzję, padło na wyjazd. Małecka z Maćkiem bawili już od dwóch dni w Zakopanem więc informacje były z pierwszej ręki. Śnieg był choć lichy.

Zapakowaliśmy dwa litry, gitarę oraz narty (w tej kolejności) i ruszyliśmy. Nieco problemów po drodze przysporzyła nam bardzo podobnie brzmiąca nazwa (przynajmniej dla Tomka) miejscowości Bukowina i Zakopane. Zwiedziliśmy jednak pare okolicznych stoków. Sprawa wyglądała obiecująco. Wyciągi pracowały, ludzie jeździli. Na miejscu udało nam się zakwaterować w tym samym domku co reszta ekipy. Niestety za 30 zł, ale co zrobić. Chałupa jak marzenie. Gospodyni mieszka w innym domku więc jest święty spokój. Bardzo ciekawy rozkład, ogromne (jak na Zakopiańskie budownictwo) przestrzenie. Cały parter składał się na duży hol i kuchnię. Zrzuciliśmy graty do naszej romantycznej trójeczki i pojechaliśmy na Nosala. Udało się niestety zjechać jedynie dwa razy z oślej łączki (musiałem sprawdzić czy coś umiem). Na górę na szczęście nie wjechaliśmy, wyciągi wyłączyli. Było by licho bo jak pokazały kolejne dni jeżdżę jak ostatnia ofiara losu. Nic innego nie pozostało jak iść coś zjeść i pić. Nie pamiętam czy coś jedliśmy. Pamiętam, żę piliśmy, a i to do pewnego momentu.

Kolejne dwa dni upłynęły wg tego samego planu. Wstać, doprowadzić się do stanu używalności (dwa piwa, bułka, kabanos) i wyprawa na stok. Na Szymoszkowej tragedia. Muldy takie, że jak zaczynałem zjeżdżać z jednej to przód narty miałem na drugiej a pomiędzy pół metra rowu. Jak ktoś umie jeździć to może się nawet cieszyć (Tomek twierdzi, że to najlepszy dzień był). Jak dla mnie to była tragedia. Podobnie było dnia drugiego w Małym Cichym. Przy czym tu już nawet Tomek płakał bo za prosto było. Ja zaś dalej dzielnie utwierdzałem się w przekonaniu, że na nartach to może i jeździłem ale pięć lat temu. Teraz głównie na dupie. Ostatniego dnia zaryzykowaliśmy Białkę, szybko się zresztą zawinęliśmy. Tym razem zamiast muld był mokry, luźny śnieg w którym można było się zakopać po szyję. A nawet jeśli nie po szyję to było jeszcze trudniej niż na muldach. Paradoksalnie, po mimo moich umiejętności, o niebo lepiej mi się jeździło na czerwonej trasie Białki niż niebieskiej, bo na pierwszej nie było tego luźnego cholerstwa. W efekcie po godzince zwinęliśmy się do Bukowiny (Tomek w końcu postawił na swoim) na Ufo. Tam było wyratrakowane, warunki bardzo dobre. Zdążyliśmy więc parę razy zjechać i trzeba było wracać.

Reasumując sezon to już nie był. Nic to jednak, imprezy warte były grzechu wydania takich pieniędzy. Takiego fantastycznego darcia ryja to już dawno nie pamiętam. Może za rok moje umiejętności w cudowny sposób powrócą i będzie lepiej. Najważniejsze, że “zaliczyliśmy” ten sezon narciarski. Jak było tak było ale nacięcie na narcie jest.

Poczta Polska do piachu!

Category: Polsza
Date: March 16th, 2007

Z PP (Poczty Polskiej) bywam zadowolony jedynie w sytuacji gdy bez zbędnych komplikacji otrzymuję paczkę bezpośrednio do domu lub znajduję list w skrzynce. Należy przyznać, że moloch ten poczynił pewne postępy i  z awizo mam do czynienia niezwykle rzadko. Co nie znaczy, że wcale. Niestety, nie będę tu chwalił a opierdalał bo jad sączy mi się strumieniami a wrzody aż czuje jak rosną ze złości.

Wysłąłem w zeszłym tygodniu paczkę do Finlandii. Paczkę ważną, choć malutką, zaledwie zwyczajna koperta. Ceny usług PP są zaskakująco niskie więc pozwoliłem sobie na wysyłkę priorytetem oraz z tzw. usługą “potwierdzenia nadania”. Zapłaciłem za to chyba 8 zł. Chyba już ta cena powinna mnie pozbawić złudzeń. Ile taka paczka może iść? Samolot z warszawy leci 2 godziny. Myślę, że Finlandia opieszałej poczty nie posiada. Strzelam, że rozsądny czas to 3 dni. Tak co by mogli sobie swobodnie natrzaskać stempelków i innych cudów. Niestety od dnia nadania, nie licząc jego samego, minęło już 7 kolejnych (oczywiście licze tylko te robocze). Wkurzony do nieprzytomności poszedłem na pocztę tylko po to żeby się upewnić, że to nie ma sensu. Bowiem w momencie gdy musimy wyjść z domu i nawiązać z tą firmą jakiekolwiek inne relacje niż wymiana uśmiechów z listonoszem wchodzimy spowrotem w czasy komuny. Tych grubych bab u siebie na poczcie już po prostu nie mogę oglądać bo są tam zawsze te same dwie. Choćby kolejka zawijała się dookoła bloku, w którym mieści się urząd to jedno okienko będzie dalej zamknięte. A na delikatną sugestię, że tu ludzie już się w środku nie mieszczą brzydactwo z okienka jedynie wzrusza ramionami. Tak więc wcale mnie nie zdziwiło jak usłyszałem zniecierpliwiony głos tłumaczący mi niechętnie, że po 14 dniach roboczych (sic!) mam prawo do reklamacji. Nie ma absolutnie żadnej możliwości zorientowania się gdzie obecnie paczka się znajduje. Jak się dowiedziałem takie rzeczy są sprawdzane jedynie w ramach reklamacji i zajmuje się tym “kierownik poczty”. Kim jest pan kierownik nie wiem. Ale pewnie się dowiem bo coś mi się zdaje, że paczka wsiąkła.

Dodam, że jest to nie pierwsza a po prostu kolejna wpadka, z jaką mam do czynienia, tej firmy. Gdzieś w pewnym momencie się człowiekowi odechciewa i zaczyna szukać alternatyw. I tu mam dobrą i zła wiadomość. Poczta Polska jest chyba wciąż bezkonkurencyjna jeśli chodzi o przesyłki zagraniczne. Jak już wspomniałem zapłaciłem śmieszną sumę ośmiu złotych. Za paczkę istotną (a taką była ta którą wysłałem) byłbym gotów zapłacić 20 zł, zaś po tym incydencie nawet 30. Byleby wysłać to i mieć pewność, że dotrze w rozsądnym terminie. Niestety kurierzy, będący jedyną alternatywą kosztują krocie. Finlandia to koszt przynajmniej 100 zł. Co prawda mógłbym wysłać za te sumę większy pakunek, tyle, że nie o to mi chodzi. Sprawa zaczyna się opłacacać przy większych przesyłkach. Kiedy to w naszej ulubionej PP trzeba korzystać z usługi określanej mianem “paczka”. Wówczas taka usługa  jest już u kuriera droższa jedynie o kilkadziesiąt procent. I to zaczyna być kwota, którą warto przeznaczyć na solidność i jakość usług oraz kulturę obsługi klienta. Jakby ktoś kojażył jakiś tańszy sposób to z radością o nim usłyszę.

Ale, ale… Nie traćcie wiary. Zagraniczne przesyłki to narazie strefa zmonopolizowana. Nie jest tak już jednak w przypadku przesyłek krajowych. Właśnie wyczytałem, że PP ma od kilku miesięcy bardzo dobrze zapowiadającego się konkurenta. Jest nim firma InPost zajmująca się dokładnie tą samą strefą usług. Czyli dowolnymi przesyłkami listowymi i paczkami. Ceny mają na moje oko podobne, chwalą się nawet, że niższe. Najważniejsze jest jednak, iż firma jest nowa i walczy o rynek z przebrzydłą PP. Monopol jak wiemy na przykładach PP i TPSA prowadzi do patologii a firmy postkomunistyczne pomimo prywatyzacji nie zaczynają funkcjonować wg kapitalistycznych standardów (pozdrowienia dla TPSA). Jedyną metodą na sukinsynów jest dobranie się im do tyłków poprzez usługi konkurencji. Jak ciemnota przestanie kożystać z jedynej znanej firmy, gdzie ci sami pracownicy pierdzą w krzesełka od dziesięcioleci, to może i jakość usług się poprawi. Bo czym ma się przejmować firma, która działa tragicznie a mimo to nie traci klientów?

InPostNiniejszym więc czynię firmie InPost reklamę i gorąco zachęcam do korzystania z jej usług. W Łodzi mają już powyżej 20 punktów skąd można nadawać przesyłki. Składam obietnicę, że następną krajową przesyłkę wyślę korzystając z ich usług. A PP życzę rychłej utraty klientów co mam nadzieję otrzeźwi nieco tę skostniałą instytucję.