Archive for February, 2007

To by było na tyle

Category: Duński dziennik
Date: February 5th, 2007

Jestem spakowany i gotowy do drogi. Za 11 godzin będę wsiadał w autobus. Diabli wiedzą czy tu jeszcze kiedyś wrócę. Ostatnie dni głównie upłynęły pod znakiem powolnego gdybania jak się zabrać ze wszystkimi gratami. Włos okazał się tu bardzo pomocny bo wyjeżdżając nieco wcześniej zabrał ze sobą część i to pokaźną moich rzeczy.

Wczoraj odbyła się pożegnalna impreza, którą raczej nie można nazwać huczną. Ale i tak było bardzo miło. Szczególnie dziekuję Lili za ciasto, było super. Udało nam się przy tym załapać na pół godziny darmowego browara na Skolhoju. Piękna sprawa. Dostaje się szklaneczkę i ładuje do bólu. Ograniczenie to jedynie pojemność żołądka i ewentualnie “moc głowy”. Dziś sprzedaliśmy pierwszy z trzech rowerów. Dwa pozostałe powędrowały do Przemka. Może się ktoś jeszcze zgłosi. Śmiesznie będzie tylko jak przyjdzie tu wrócić. Znowu aukcja policyjna?

Pytanie również co dalej z mym blogiem. Czy będzie mi się chciało go prowadzić gdy już większość tych którzy go czytywali będę spotykał na codzień? Czas pokaże ale oficjalnego zamknięcia broń boże nie ogłaszam.

Ech… smutno nieco na duszy więc chyba zostawię sobie ewentualne dopowiedzenia do tego wpisu na kiedy indziej. Czas wypić obowiązkowe piwo i spróbować iść spać. A godzina jest niestety nieco młoda jak dla mnie więc może być problem. Jak się chodzi spać o trzeciej lub później to taka 1:00 to piękna pora na wszystko poza snem. Jutro zaś wolałbym mieć czas na parę spraw pożądkowych. Muszę wypłacić pieniądze z konta. Będę wiózł je w bucie. Włos zrobił przelew to nie dość, że mu zabrali 50 koron to jeszcze zrobili debet.

I czemu do diabła Polacy dzisiaj przegrali? To by mnie zdecydowanie podniosło na duchu a tak…

O jeden dzień za daleko

Category: Duński dziennik
Date: February 6th, 2007

Zgodnie z poprzednim wpisem w poniedziałek po godzinie dwunastej wyruszyłem w drogę do macierzy. Dzięki pomocy Przemka udało mi się dotrzeć na dworzec bez problemów. A torbę miałem taką, że co dziesięć kroków musiałem się zatrzymywać bo mi rękę urywała. Nie wiem czy dałbym radę jakby przyszło komunikacją miejską się męczyć. Po drodze jeszcze szybki wypad do banku po pieniądze. Jednak bez (jak u Włosa) anegdotycznych historii.

Zapłaciłem za nadbagaż 50 koron, na tyle niedużo, że bez żalu. Po godzinie spokojnej jazdy całą tak świetnie poukładaną i dopiętą na ostatni guzik sytuację rozwalił telefon Caleba. “Hej Lestat możesz jeszcze wysiąść?”. Po usłyszeniu takiego zdania trudno już się łudzić, że wszystko jest w porządku. Jak się okazało Caleb, który miał jechać dwa dni później samochodem z Kubą wybrał się jeszcze raz do Michaela. Ja bym powiedział - desperat. Okazało się, że miał po prostu słuszne nadzieje. Nie tylko udało mu się go zastać to jeszcze dowiedział się, że w ciągu kilku dni mogą nas przyjąć.

Nie mam broń boże żalu za to przyjęcie na studia. Ale czemu musiałem pakować cały mój dobytek? Zamiast jak człowiek pojechać sobie na tydzień z małą torbą podręcznych bambetli, zrobiłem sobie przykrość zarówno jadąc do Polski jak i zapewne zrobię wracając do Danii. Naprawdę ręce mi opadają na myśl o zabieraniu np. kolumn. A na czym mam tam słuchać muzyki? To niby takie pierdoły ale wyprowadzają mnie z równowagi tym, że tak łatwo można było ich uniknąć.

Sama podróż po prostu męcząca. Dwa filmy - gnioty. Drugiego, “SWAT”, nawet nie obejrzałem do końca bo się nie dało. Oczywiście tradycyjnie trochę roboli. W tym wszystkim najlepszy “cieśla” co jak przysnął to wylądował w korytarzyku i tak już został przez godzinę. Co ciekawe, jak potem wstał wyglądał i mówił całkiem trzeźwo. Prawdopodobnie lata praktyki na budowie robią swoje.

I niech mnie nikt nie pyta co dalej bo nie mam zielonego pojęcia. Nie zwykłem raz na tydzień zmieniać tak istotnych planów życiowych. Najbliższe dni chciałbym więc wykorzystać na kontemplację przy piwie.

Tym razem już całkiem polski wpis

Category: Polsza
Date: February 17th, 2007

“Otwieram oczy, czuje, że podpuchłe nieco. W ustach stan absolutnie nieakceptowalny. Tzw. mokre rzeczy jawią się w głowie co najmniej atrakcyjnie. Spoglądam na zegarek i odczuwam zawód. Czy nie obiecywałem sobie wczoraj, że wstanę jak człowiek? A czy przypadkiem nie wróciłem wczoraj jak ludzie wylegali na ulice jadąc do pracy? Czajnik uśmiecha się figlarnie bo wie że odbędę z nim za moment seks oralny.

I tak co rano. Nie jest dobrze. A i źle też nie, bo chyba poza tymi porankami dobrze się z tym czuję. Jestem w kraju dokładnie tydzień. Jedynie niedziela jak pan bóg przykazał okazała się dniem odpoczynku.”

Tyle zdążyłem napisać w ciągu wyżej wspomnianego tygodnia. Nie ma w tym nic dziwnego jeśli brać pod uwagę zawarte w tym fragmencie zeznania. Nie ukrywam, że nie przepadam za takimi niedokończonymi wpisami. Co z tym potem zrobic? Trzeba się jakoś ustosunkować, uzupełnić, dopisać morał. Spróbujmy…

W ciągu tego tygodnia uzmysłowiłem sobie czego pragnę i wyszło jednak, że być tu gdzie gromada bliskich mi ludzi chętnie znajdzie czas na małe “conieco”. Co więcej przestraszyłem się odrobinę wyścigu szczurów. Jest w tym pewien paradoks. Z jednej strony pociąg do olewactwa, z drugiej chęć by stanąć w boksie i rzucić się w pogoń za tymi co dali się udupić nieco wcześniej. Życie jednak lekkie nie jest. Trzeba by się w końcu wyrwać z domu. Czy rok bycia na granicy przeżycia za granicą (niezły potworek stylistyczny) przybliżyłby mnie do tego? Niestety z tą zagraniczną karierą to sprawa często się rozbija o prostą rzecz - doświadczenie zawodowe, tego nie posiadam. Czas pokaże czy wybrałem dobrze. Myśl przewodnia jest bowiem następująca - zdobyć je w Polsce a potem horyzonty się rozszerzą.

Siedzę więc od kilku dni i staram się uzupełnić braki w wiedzy. A jest ich niemało. Przykro się przyznać, Uniwersytet Łódzki wiele mnie nie nauczył. Wmawiam sobie, że to pestka. W końcu zdolniacha ze mnie nie? I nie ma co się nad tym rozpisywać. Musiałbym założyć oddzielny dział, dla tych co zrozumieją informatyczny bełkot.

Chciałoby się napisać trochę o tym “aktywnym” tygodniu. Ciężko jednak bo wszystko się pozlewało (pozalewało?). Wspomnę jedynie, że udało mi się spotkać z Nimrodem. Jak tego Tomgam dokonał, żę tego zapomnianego na wieki człowieka odnalazł i jeszcze namówił na piwo nie docieknę. Ale było ekstra i w dodatku poznaliśmy jego nową dziewczynę (haha! ale plota!). Godna uwagi jest również sobota (jeśli mnie pamięć nie myli) u Krysiaka. I tu aż mam ochotę zacząć od początku. Niby niewinnie, dwa piwka w jednym pubie - zamknęli. Drugi pub, po piwku - znów zamknęli. Tyle wystarczyło jednak by przekonać Tomka, że to się tak nie może skończyć. Szybki telefon do domu, błogosławieństwo rodziny i jego progi stanęły otworem. A tam litr słowackiej wódki, mięsiwa, sery, muzyka i kobiety (nic nie ściemniam, może trochę koloryzuję). Miało co prawda być tak, że litr ten, pity wszak przez cztery osoby, starczy jeszcze na kiedyś. Jakoś jednak nie wyszło. Ale to wszystko pestka. Rozochocony muzyką Krysiak przypomniał sobie o swojej gitarze. A w domu gdy rodzina śpi grać nijak się nie da. W dodatku odkrył, wprawiając się w tym w stan jeszcze większego upojenia, że ma pieniądze na koncie. Czyli mogliśmy pić dalej (tak, wiem, to brzmi tragicznie). Na nic się zdały upomnienia, że na dworze za zimno. Poleźliśmy na ławeczkę i daliśmy koncert na cztery gardła i jedno wiosło. Policja dzięki bogu nie przyjechała. Po tym pięknym wieczorze mam na pamiątkę przeziębione gardło.

Nie jestem pewien ale te pierwsze dwa akapity są chyba napisane w dzień po tej wybitnej imprezie. No to co? Czas pomyśleć o następnej. Ale jednej! Wszak się uczyć muszę.

Heh, ale będzie nudno

Category: Polsza
Date: February 26th, 2007

No tak, koniec Erazmusa, koniec ciekawostek. Niby się coś dzieje, dla mnie nawet dużo. Ale kto chce czytać o tym, jak wczoraj piliśmy piwo pod Lidlem i przyjechał patrol w cywilu? Chce ktoś? No dobra. Wiedziałem, że jesteście żądni afer. Szczęście dla mnie, że afery wielkiej jednak nie było. Podjechali i się grzecznie przedstawili “Dobrywieczór, komisariat nr trzy, można panów dokumenciki?”. Co było zrobić. Wylegitymowaliśmy się. Jak nas sprawdzali przez radio to wywiązała się kulturalna rozmowa, w celu tzw. “zabicia czasu”. “Co panowie robią?”, “Jakie studia?”, “Za granicą pan był? A gdzie? A jak tam jest? Można tam spożywać na ulicy? No trudno, tu nie można”, “A narkotyki macie?”. No i tak pitu, pitu przez dziesięć minut. W końcu stwierdzili żeśmy normalni, niekarani i dali spokój. Powiedzieli, że niby wyglądaliśmy na złodziei. Ech… śmiechu warte. Musieliśmy się przenieść i w dodatku łazić jak głupki z miejsca na miejsca bo sie uparli i jeździli dookoła nie dając nam spokoju.

Co poza tym? Kupiłem fenomenalną nową klawiaturę. Nieźle nie? Starej, wielokrotnie zalanej i tyleżkrotnie mytej pod bieżącą wodą będę mógł teraz używać do obrony w nocnych autobusach.
I jeszcze na dokładkę, bo post nudnawy z lekka. Napisałem do Nordei skargę. Należało im się. Już od dawna psioczę na ten bank bo mają niezwykle gówniany system dostępu przez internet. Niby sama strona wygląda na rozbudowaną i dającą spore możliwości. Niestety, system bardzo często nie działa w godzinach nocnych. Przelewy zagraniczne zaś to już prawdziwy pokaz nowoczesnej bankowości. Już nie pamiętam dokładnie ale bodajże można ich dokonywać w dni robocze w godzinach około 8-16. Przez pozostały czas usługa jest niedostępna. Nie mam zielonego pojęcia czemu zlecenie nie może być przyjęte i zrealizowane później. Ale sprawą, która przelała czarę goryczy jest formularz przelewu i jego fantastyczne pole “Tytułem”. Prawdopodobnie aby ustrzec się wstrętnych hakierów w polu tym zablokowano wszystkie znaki poza alfanumerycznymi i tzw. “białymi” (spacja, tabulacja, enter). Efekt jest taki, że jak płacę za zakupy na, dajmy na to, allegro i sprzedawca prosi mnie o nazwę konta to z mojego lestat_a_p_ muszę wyrzucić wszystkie podkreślenia. Nie da się również wstawić kropki, przecinka czy dwukropka. Muszą te znaki być niezwykle niebezpieczne dla działania systemu. Wkurzyłem się więc po raz kolejny i napisałem im co o tym myślę. Efekt? Narazie odpowiedź:

Szanowny Panie,

informujemy, ze poniższą wiadomość przekazaliśmy do osób zajmujących się stroną graficzną Banku Nordea.

Z poważaniem
Dorota Węglicka
Konsultant
Nordea Bank Polska
Oddział Internetowy

Zobaczymy co z tego dalej wyniknie. Jak naprawią to będę się wszystkim chwalił jaki to wpływ miałem na interfejs nordei. To do następnego razu.

P.S.
Jakoś 3-4 dni temu Włos “zrobił” imprezę. Zjadłem pizze, wypiłem parę piw. Powkurzałem się, że głośno i nie ma gdzie usiąść. No i to tyle bo nie ma co narzekać, na bezrybiu i rak ryba. Myślę jednak, że sprawa imprezki tzw. starej ekipy z Banacha ciągle jest nierozwiązana.