Powoli rozjaśnia nam się w głowach. Za to za oknami ciągle szaro lub czarno. Nie zachęca to do pracy. Tak, mam żal i chyba pomarudzę. Czym dłużej tu siedzę tym bardziej dochodzę do wniosku, że kraje skandynawskie nie są dla mnie stworzone. Nie jest to miejsce gdzie chciałbym spędzić, jeśli nawet nie całe, to choć kawałek życia. Wrzesień i październik które tu widzieliśmy należały podobno do najpiękniejszych od wielu lat. I nie mogę powiedzieć, było przyjemnie. Słonecznie i ciepło, chciało się wstawać i żyć. Za to druga połowa naszego pobytu przerodziła się niepostrzeżenie w niekończące się tygodnie takich samych, szarych dni. Dzień się skrócił tak nieznośnie, że trzeba się do niego dostosowywać. Chyba, że ktoś lubi kłaść się przed wschodem słońca i wstawać po zachodzie. Zapewniam, że wrażenie jest okropne. Człowiek nie wie czy w ogóle spał i traci poczucie czasu. Nawet jak się złapie ten urywek dnia, świat nie zachęca by go podbijać. Jest szaro, poza tym szaro, czasem pada, wtedy jest szarzej. To że jazda rowerem na uczelnię to żadna przyjemność nikogo przekonywać nie muszę. Ale prawdziwe utrapienie to chęć zrobienia czegoś. Zapewne każdy sam jest lub zna osoby podatne na zimowe depresje. Uwierzcie mi, w Danii zima jest znacznie bardziej nieznośna. Tak jak nigdy specjalnie nasza polska mi nie dokuczała tak ta już wyraźnie wpływa na moje zadowolenie z życia i chęć do partycypowania w nim. W Polsce owszem, jest wtedy więcej dni pochmurnych. Ale więcej nie oznacza 99,(9)%. Niejednokrotnie bywa, że mamy przepiekne dni kiedy na niebie nie ma ani jednej chmury i wówczas świat wygląda jak z bajki. Śnieg jeśli tylko ruszy się tyłek kawałek za miasto lub do parku jest idealnie biały i stanowi zupełnie inną formę piękna niż zieleń latem, lecz równie wartą podziwiania. A tutaj? Przykro mi ale nie wiem kto jest na tyle dziwny żeby kontemplować zgniłe liście w szary dzień gdy w twarz mu pluje wstrętna mrzawka. Jeśli jesteś drogi czytelniku takim zboczeńcem zapraszam do Danii późną jesienią. Strzelam, że odnajdziesz pół roku niczym nieskrępowanego szczęścia.
I jak tu się dziwić, że oni mają tak wysokie wskaźniki samobójstw? Powoli zaczynam rozumieć paradoks, polegający na tym, że jednocześnie są krajem ludzi deklarujących największe zadowolenie z życia. Jak to działa? Daleki byłbym od pysznej pewności, że to pojąłem ale… Kraj jest wybitnie socjalny. To jest wpisane niejako w ich mentalność. Oni chcą tego i wierzą, że tak jest słusznie. Żyj normalnie, bez pogoni za wielkimi pieniędzmi. Te średnie które ci się należą jak psu starczą ci na dom, samochód i utrzymanie dzieci. Jesteś ambitny i zdolny? Bardzo dobrze. Zarabiaj więcej i płać 60% by ci, którym życie poskąpiło twoich przymiotów też mogli być szczęśliwi. Wszyscy tu się na to zgadzają i trudno im się dziwić. Jest pewien poziom, na którym nasze pragnienia by posiadać więcej podobno mocno się kurczą. Szczególnie gdy jesteśmy przyzwyczajeni, że to wcale nie ma większego sensu (pamietajmy o 60% podatku). Duńczycy w tym wszystkim to zboczeni patrioci. Wieszają wszędzie dookoła swoje malutkie tandetne flagi. Robią to na Boże Narodzenie, w swoje urodziny i cholera wie kiedy jeszcze. Mają swoje duńskie, pijackie piosenki, które zna KAŻDY. Nie nasze “Hej sokoły”, które chyba nawet nie są nasze. Nie “Ich troje”, których słucha tylko tłum wybrańców-skazańców. To są po prostu ich piosenki i w ich zafascynowaniu nimi czuć to wrodzone uwielbienie do swojego kraju. Oni się potrafią bawić razem. Potrafią organizować w niespotykany w Polsce sposób. Tutaj studia od początku do końca zmuszają do pracy grupowej. Pamiętam również coś co mnie uderzyło gdy tu przyjechałem. Wszyscy gdy się z nimi nawiązało bezpośredni kontakt wzrokowy odpowiadali uśmiechem. Dziwiło mnie to bo zdarzało się na ulicy, w sklepie, w urzędzie. Trzeba się wręcz nauczyć tym uśmiechem odpowiadać. Bo w Polsce nikt się do nikogo bez powodu nie uśmiecha. A niechby spróbował to jeszcze w trąbe zarobi.
A co z tym paradoksem? Ano sobie jest bo pomimo, że poukładali sobie dzielni Duńczycy życie najlepiej jak umieli i kraj ten naprawde działa świetnie to matka natura ma swoje prawa. I każdy jest tylko człowiekiem. Pewnie więc jak wszędzie co któryś Duńczyk ma depresję bo go dziewczyna rzuciła albo wygląda jak wygląda. Nie mało więc tu alkoholików. W naszym przyosiedlowym Netto człowiek wyglądający i pachnący jak powszechny polski bezdomny to standard. Różnica polega na tym, że tutaj ten człowiek kupuje zgrzewkę piwa, 0.7 dobrej wódki, płaci za wszystko kartą i idzie do swojego domu a nie na dworzec czy w bramę. Czy to dobrze czy źle można się zrzymać bo wiadomo skąd ma pieniądze (jeszcze raz przypominam, 60%).
No nic, kończę te smętne wywody do których pchnęła mnie dzisiejsza pogoda tak podobna do wczorajszej i przedwczorajszej i… Być możę pozwolę sobie jeszcze na kolejny wpis o naszej wczorajszej imprezie organizowanej i sponsorowanej przez Włosa. Być może bo nie wiem czy mi starczy weny w tym momencie i nie wiem czy Włosowi warto dziś podpadać. O dziwo Caleb chodzi jakiś wesół dzisiaj a Włos odwrotnie. Może dlatego, że Calebowi śniły się dziewczyny a Włosowi jezioro. No cóż, ja za to śniłem o Polsce, rodzinie i chlaniu w tym wszystkim. Sny mają wielki wpływ na poczynania człowieka.
Jak mawia Adam Nowak, dziękuję za wypowiedź.