Wow… Ian (nasz mentor) to jednak niesamowicie miły człowiek. Umówiliśmy się z nim na 12 na przystanku autobusowym. Ja pojechałem rowerem taszcząc koło na kierownicy, Caleb miał zabrać się autobusem razem z naszym pozbawionym koła rowerem. Plan był świetny, niestety realizacja legła w gruzach przez podłych kierowcow autobusów. Nie chcieli wpuścić Caleba do srodka, bodajże 2 razy pod rząd. Ian postanowil wiec, że ja poczekam a on pojedzie po Caleba. Zostawił mnie samego u siebie w mieszkaniu a żebym się nie nudził włączył mi laptopa z kupą muzyczki. Przesmympatyczna historia.
Wkrótce dotarli razem ze znajdującym się na granicy rozstroju nerwowego Calebem. Żeby praca przebiegała gładko rozpoczeliśmy ją od piwka. Przy okazji dzięki Ian’owi mamy możliwość spróbowania troche lepszych browarów niż te które sami pijemy. Pewnie byśmy ich w życiu nie kupili bo są jednak 3 razy droższe a nawet lepiej. Gdzieś tam w międzyczasie pojawił się Włos dzielnie studiujący mądre rzeczy od rana. Mogliśmy więc przystąpić do dzieła tworzenia. Jak to wyglądało i którą śrubkę czy jakie zębate kółeczko odkręcaliśmy opisywać chyba nie ma potrzeby. Warto natomiast zaznaczyć, że nasze rowery wyglądają teraz znacznie lepiej. Musieliśmy jednak dokupić łańcuch do tego bez koła (już teraz z kołem). Wywaliliśmy na to całe 100 koron. Ile przepłaciliśmy wie jedynie sprzedawca. Cena miała być bowiem najpierw 75. Po chwili się okazało, że zasadniczo to musimy wymienić pół roweru razem z łańcuchem. Gdyśmy jednak stanowczo zaoponowali łańcuch zdrożał (oficjalnie za 75 to był inny niepasujący).
Po dobrze wykonanej robocie po raz kolejny Ian zaskoczył nas swoja gościnnością zapraszając nas na jedzonko. Przy tej okazji zaznajomiliśmy podniebienia z typowym kanapkowym patentem duńczyków. Jest to znana wszystkim z fastfood’ów prażona cebulka i pewien specyficzny rodzaj sosu do kanapek. Coś jakby taki majonez. Z całą pewnością jest to pyszne. Kupiliśmy już sobie taki zestaw.
Warto tu nadmienić, że charakter Ian’a nie jest typowo duński. Ale też i on sam jest made in Canada. Dokładne koneksje rodzinne są u niego dość zagmatwane. Zasadniczo siedzi w Danii ale urodził się w Kanadzie. Nie liczcie jednak na tak miłe gesty ze strony rodowitych Duńczyków.