Informacje
Category: Bez kategoriiDate: August 29th, 2006
Informuję, że chwilowo nie ma żadnych informacji.
Informuję, że chwilowo nie ma żadnych informacji.
Oczywiście nie należy zapominać, że najlepsze kasztany są na placu Pigal (czy jak to tam idzie). Bedzie od dzisiaj mam nadzieję lepiej i rządni wrażeń śmiałkowie (śmiałkinie równie mile widziane ) będą mogli się zmierzyć z mymi wypocinami. A będzie o tyle ciekawie, że pisać zamierzam wieczorami (co znaczy po pijaku) i napastowany przez dwóch innych słowiańskiej duszy ziomków. Wszystko to czyni to miejsce wysoce niezdatnym do czytania dla ludzi, którzy nie są w jakiś sposób związani ze mną znajomością (powiedzmy sobie to prosto w twarz, szkoda waszego czasu na takie gnioty). Reasumując i nie przedłużając: powodzenia, przyda się.
Niebagatelnym problemem zdaję się być napisanie pierwszego “pamiętnikowego” wpisu. Szczególnie, że względy techniczne pokrzyżowały plany i jest on mocno wyrwany z kontekstu całej tej wyprawy do Danii. To juz ktoryś z rzędu dni, wcale nienajwdzięczniejszy bo pozbawiony znaczących wydarzeń. A opisywać ten (przeszlo już) tydzień będzie wyjątkowo trudno. Choć mam aspiracje się z tym zmierzyć.
Nadchodzący okres zapowiada się niezwykle ciężko i też może zaważyć na prowadzeniu tego bloga. Oto bowiem internet, który w naszym akademiku miał “być i basta” będzie odcięty lada moment. Najgorsze, że nikt nie wie kiedy nastąpi ta przykra chwila. Teoretycznie nowe łącze jest już zamówione ale Dania jest krajem, w którym nic nie dzieje się nagle, może poza deszczem lubiącym zacząć sobie padać kompletnie od czapy i bez zapowiedzi. Ja zaś wychodząc z założenia, że dziś netu już nie będzie przegadałem ze swą kobitą prawie całą noc. Efekt? Mam powieki na zapałki i zero inicjatywy. A jutro trzeba wstać wcześnie na Compiling.
Co to jest Compiling spytacie? Słusznie spytacie bo skąd niby macie wiedzieć skoro to pierwszy treściwy wpis na tej stronie. Jest to jeden z przedmiotów, który radośnie wybraliśmy jeszcze w Polsce do studiowania. Na miejscu nas uświadomili, że studia w Danii wyglądają troche inaczej. Zamiast brać wiele przedmiotów i studiować po łebkach (patrz idiotycznie proste zaliczanie egzaminów w Polsce i zero pracy w ciągu semestru) tutaj każdy student bierze ich mniej za to sposób nauczania zapewnia im rozrywke na wiele dlugich duńskich wieczorów. Problem przedstawię na przykładzie wtorkowego wykładu z Network Protocols and Internetworking. Przemiły brodaty pan przyszedł na aule i rozpoczął wykład od trzech bardzo istotnych dla niego kwestii. Pierwszą było, że nazywa się… tu przepraszam ale nie powtórzę, wszyscy moim zdaniem mówią to samo i przypomina to coś w rodzaju bleble powiedzianego z gembą pełną ziemniaków. Po przedstawieniu się przeszedł do kwestii bardziej interesującej mianowicie przedstawił nam swoją ulubioną książkę i zaproponował, no dobra własciwie kazał, ją kupić (kosztuje ona jedyne 250 zł). W końcu zaś przedstawił nam swój fantastyczny plan na zagospodarowanie nam czasu w weekend byśmy się nie musieli nudzić. Zadał 5 rozdziałów swojej ulubionej książki. W porównaniu z tym co dzieje się na polskich uczelniach to iście szalone temp. Warto tu dodać, że z przedmiotu P2P Networkinkg zadano nam już pierwszy program. I praktycznie wszędzie musimy sobie podobierać grupki wzajemnej adoracji, w których bedziemy klepać nadchodzące atrakcyjne programy.
Reasumując cieszcie się Wy, którzy spokojnie kisicie tyłki czekając na rozpoczęcie polskiego studenckiego roku. Nam tu już dają popalić a pewnie będzie gorzej. Bez odbioru.
O Jezu! Pojechałem rowerem wypłacić pieniądze z bankomatu. Nie dość, że pojechałem za daleko (minąłem jeden oddział banku Nordea po drodze) to jeszcze stojąc przed bankomatem ze swoją dziewiczą kartą bankomatową doznałem potwornego olśnienia - nie pamiętam kodu PIN. Także kompletna porażka. Nic tylko iść się napić piwa i liczyć na to, że w przyszłości będzie lepiej.